2026 Kampania - Maciej

Maciej – taternik z PSC

Sylwester 2018/2019 miał być zwyczajny. Zamiast fajerwerków pojawiła się diagnoza: żółtaczka mechaniczna. Trafiam do szpitala na cito, z silnym bólem brzucha. Rozpoznanie: kamica dróg żółciowych. Jeszcze nie wiem, że to dopiero początek.

W sierpniu 2019 roku historia wraca ze zdwojoną siłą. Tym razem SOR na Banacha. W środku nocy lekarz wykonujący USG stawia rozpoznanie – PSC (pierwotne stwardniające zapalenie dróg żółciowych). Od tego momentu wszystko zaczyna się układać w nową, znacznie poważniejszą całość. Trafiam do CSK, do Poradni Transplantacyjnej.

Rok 2022. W kwietniu rozpoczynam procedurę kwalifikacji do przeszczepienia wątroby. W czerwcu rusza lawina badań – scyntygrafia, laparoskopia, konsultacje. Przez trzy miesiące życie kręci się wokół terminów i wyników. W końcu zapala się zielone światło.

30 września przechodzę operację. Wszystko przebiega zgodnie z planem. Dzień później, 1 października 2022 roku, zapisuję w głowie nową datę: moje drugie urodziny. Organizm wraca do siebie zaskakująco szybko, choć każdy dzień to wysiłek. Rehabilitacja, pierwsze kroki, cierpliwość. W 12. dobie po operacji wychodzę do domu.

I wtedy pojawia się pomysł, który z boku może brzmieć jak szaleństwo. Wracam na kurs taternictwa jaskiniowego. Zacząłem go w 2019 roku, ukończyłem trzy z czterech etapów. Muszę zaczynać wszystko od początku. Etap wstępny, dwa obozy w Tatrach – letni i zimowy – do tego kurs wspinaczki skalnej. Na końcu egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego, sprawdzający wiedzę i umiejętności zdobyte przez cały kurs. Najtrudniejsze są etapy tatrzańskie. Osiem jaskiń według wytycznych PZA, w tym dwie położone powyżej 2000 metrów n.p.m.

Wyprawy odbywają się w zespołach pięcioosobowych, z instruktorem. Na akcje zabieramy sprzęt osobisty i zespołowy, którą planujemy dzień wcześniej, liczenie lin i karabinków – tak, by niczego nie zabrakło i niczego nie zostawić. W środku jaskiń przez cały rok panuje ta sama temperatura: 5–6 stopni Celsjusza. Tam nie da się improwizować.

W zespołach spotykają się ludzie, którzy wcześniej się nie znali. Zaufanie trzeba zbudować od pierwszych minut. Ja mówię wprost: jestem po transplantacji. Działamy na równych zasadach, bez taryfy ulgowej.

W styczniu 2025 roku kończę ostatni etap kursu. Egzamin zaplanowany jest na kwiecień. Już mam wyjeżdżać z domu, gdy los znów zmienia plany – pilna sytuacja rodzinna zatrzymuje mnie na miejscu. Jest żal, ale tylko przez chwilę. Wiem, że będzie kolejny termin. Czekać nauczyłem się dawno temu, w szpitalnych salach.

Egzamin zdałem. Złożyłem wniosek. Otrzymałem Kartę Taternika Jaskiniowego. Droga, która zaczęła się od diagnozy, doprowadziła mnie z powrotem pod ziemię. Dodatkowym, symbolicznym domknięciem było przejście Wielkiej Śnieżnej – najdłuższej i najgłębszej jaskini w Polsce.

Pod ziemią nie ma miejsca na pośpiech ani na iluzję kontroli. Jest za to przestrzeń na konsekwencję, zaufanie i pokorę. Dokładnie te same rzeczy, które pozwoliły mi wrócić.

Zapisz się na newsletter