2026 Kampania - Justyna
Justyna – „Moje życie nauczyło mnie jednej bardzo ważnej rzeczy: każdy dzień ma znaczenie.”
Każdy drobny szczegół, który kiedyś mógł wydawać się zwyczajny, dziś jest dla mnie powodem do wdzięczności.
Pierwszy raz choroba mocno zatrzymała mnie w wieku 20 lat, kiedy zachorowałam na aplazję szpiku. To był moment, który przewrócił mój świat do góry nogami. Przeszłam przeszczep szpiku, a droga do zdrowia była trudna, pełna strachu, niepewności i walki. Wtedy po raz pierwszy naprawdę zrozumiałam, jak kruche, ale jednocześnie piękne jest życie.
To doświadczenie nauczyło mnie doceniać wszystko i bycia wdzięczną, od małych rzeczy takich jak to że motyl, który usiadł obok mnie, po światło wpadające rano do mieszkania. To zmieniło moje podejście do codzienności. Na początku było mi ciężko, czułam się przytłoczona, ale z czasem zrozumiałam, że życie toczy się dalej, a ja nie mogę pozwolić, by choroba odebrała mi marzenia.
Kiedy miałam około 35 lat, usłyszałam kolejną diagnozę: PNH, czyli nocna napadowa hemoglobinuria. Przyznam szczerze, że wtedy załamałam się całkowicie. Przeczytałam o tej chorobie, o zagrożeniach, o tym, jak wygląda życie z nią… i w mojej głowie pojawił się ogromny lęk.
Ale rzeczywistość okazała się inna. Dziś jestem pod stałą opieką hematologów, jestem leczona, przyjmuję kroplówki i… czuję się dobrze. Gdybym się nie badała, być może nawet nie pomyślałabym, że choruję. Funkcjonuję normalnie, pracuję, rozwijam się, żyję pełnią życia. I to jest dla mnie największy dowód na to, że diagnoza nie musi oznaczać końca.
Prowadzę własną firmę, która jest jednocześnie moją pasją. Zaczynałam jako fotograf dziecięcy, później przyszło wypalenie i odważyłam się zmienić kierunek. Dziś zajmuję się fotografią biznesową, tworzę kontenty dla marek w social mediach, szkolę z nagrywania wideo. Mam swoje studio fotograficzne i przestrzeń, w której mogę uczyć innych. Kocham wychodzić ze swojej strefy komfortu, kocham rozwój i nie wyobrażam sobie stania w miejscu.
Poza pracą mam też swoje małe światy, które dają mi ogrom radości. Kocham czytać książki o rozwoju osobistym i motywacyjne, to dla mnie chwile oddechu, inspiracji i spokoju. Mam też jedno szczególne marzenie, które wiem, że spełnię, bo zawsze, gdy czegoś pragnę, konsekwentnie do tego dążę. Chcę napisać bajkę dla dzieci o adopcji. O dzieciach, które rodzą się nie tylko „z brzuszka”, ale też „z serduszka”. Chcę pokazywać najmłodszym i dorosłym również, że adopcja jest czymś pięknym i zupełnie normalnym, jedną z wielu dróg do stworzenia rodziny.
Podróżujemy, odpoczywamy, cieszymy się życiem na swój sposób. Nie muszę zdobywać całego świata, żeby czuć, że żyję naprawdę. Dla mnie pełnia życia jest w codzienności, w pasji, w bliskości, w rozwoju
Choroba rzadka jest częścią mojego życia, ale nie jest jego definicją. PNH mnie nie zatrzymała. Przeszłość mnie nauczyła, a przyszłość wciąż przede mną.
I jeśli mogę zostawić jedną myśl dla innych osób chorujących, to taką: diagnoza nie odbiera marzeń. Ona może tylko nauczyć nas, jak bardzo warto je spełniać.